Temat wprowadzenia domen internetowych ze znakami narodowymi coraz częściej trafia na łamy zachodniej prasy i mediów elektronicznych. W grudniu minionego roku Clifford J. Levy na łamach The New York Times pisał o rosyjskich internautach, którzy przyzwyczaili się do korzystania z alfabetu łacińskiego i nie podzielają entuzjazmu władz, dążących do szybkiego wprowadzenia domen pisanych cyrylicą. Więcej na ten temat można znaleźć we wpisie Rosjanie niechętnie patrzą na domeny IDN, zamieszczonym na blogu 2BE.pl.
Podobne zagadnienie podejmuje Meris Lutz na blogu działającym przy stronie internetowej dziennika Los Angeles Times, pisząc o Egipcie. Wprowadzenie adresów zawierających znaki narodowe ma zupełnie inne znaczenie dla mieszkańców krajów arabskich niż dla Rosjan. Niechęć rosyjskich internautów bierze się między innymi stąd, że przez lata korzystania z sieci przyzwyczaili się do posługiwania znakami alfabetu łacińskiego. Nieco inaczej sprawa liter wygląda w krajach posługujących się alfabetem arabskim. Meris Lutz twierdzi, że z jednej strony wprowadzenie adresów IDN (ang. Internationalized Domain Name) może ułatwić korzystanie z zasobów sieci osobom gorzej wykształconym, dla których obcy alfabet był barierą utrudniającą dostęp do internetu.
Druga strona medalu to – zdaniem Lutz – rosnący strach przed cenzorskimi zakusami władz. Egipt jest jednym z pierwszych krajów, które ubiegały się o wprowadzenie adresów zawierających znaki spoza kodu ASCII. Jest też znany z prób cenzurowania sieci i opresji stosowanych wobec nieprawomyślnych blogerów. Rejestracja domen IDN w Egipcie odbywa się za zgodą władz, co daje im możliwość decydowania komu przydzielić domenę, a komu nie. Stwarza również możliwość wyłączania niewygodnych stron.
Eksperci twierdzą, że oprócz przypadków podobnych do Egiptu, wprowadzenie adresów ze znakami narodowymi nie powinno przyczynić się do wzrostu cenzury w sieci. Może jednak odbić się niekorzystnie na uniwersalności internetu, tworząc językowe cyber-getta, skupiające wokół siebie internautów niezdolnych do komunikacji z ludźmi z innych kręgów kulturowych. Zdaniem Lutz jednym z narzędzi, które pomogą zapobiec podziałowi internetu mogą okazać się aplikacje automatycznie tłumaczące treści dostępne w sieci, takie jak Google Translate. Tego typu rozwiązania często bywają obiektem żartów, spowodowanych komicznymi efektami tłumaczeń. Nie zmienia to faktu, że już dziś zachodni dziennikarze korzystają z nich poszukując informacji w mediach wydawanych na Bliskim Wschodzie.
Język arabski należy do grupy najszybciej rozwijających się języków w sieci. Jednocześnie w internecie jest stosunkowo niewiele treści w tym języku. Według Wikipedii, obecnie językiem arabskim posługuje się od 225 do 285 milionów ludzi na całym świecie, z czego zaledwie 3 – 5 % korzysta z internetu.
Źródła: Los Angeles Times, Wikipedia
Wtorek, 05 Stycznia 2010