Podobno trzecia wojna światowa rozegra się w internecie. Przedsmak cyber-wojny można poczuć obserwując zamieszanie wokół Wikileaks. Portal co chwilę zmienia domeny walcząc o pozostanie online.
Pierwotnie demaskatorski serwis założony przez Juliana Assange działał pod adresem z końcówką .org. Media często mówiły o „portalu Wikileaks", nie wspominając o rozszerzeniu. Skorzystała na tym firma Wikia Inc. z San Francisco, do której należy domena wikileaks.com. Coraz większy rozgłos, jaki zyskiwał portal spowodował, że posiadanie adresu z końcówką .com zaczęło przynosić dochody. Wikia wyświetlała pod posiadaną domeną linki reklamowe. Na blogu Elliot's Blog można znaleźć informację, że w szczytowym momencie (lipiec 2010) stronę odwiedziło ponad 230 000 osób.
Ostatni wyciek tajnych depesz dyplomatów amerykańskich spowodował, że adres wikileaks.org przestał działać. Strona stała się celem licznych ataków DDoS, dlatego firma EveryDNS, zajmująca się obsługą adresów DNS, zdecydowała się wyłączyć domenę. Co ciekawe, adres z końcówką .com również przestał działać i od dłuższego czasu jest „chwilowo niedostępny".
Portal Juliana Assange przeprowadził się do Szwajcarii i obecnie można go znaleźć pod adresem wikileaks.ch. Administratorzy strony apelują do właścicieli serwerów o udostępnienie miejsca, potrzebnego do utrzymywania tzw. „mirrorów". Lustrzane strony czyli dokładne kopie danej witryny mają za zadanie odciążyć serwer i są kopiami bezpieczeństwa, gwarantującymi nieprzerwany dostęp do strony. Pod adresem wikileaks.ch/mirrors można znaleźć informację, że na dzień dzisiejszy witryna posiada 748 kopii.
Ataki DDoS i wyłączona domena to nie jedyne problemy enfant terrible internetu. Firma PayPal, pozwalająca na prowadzenie rozliczeń finansowych przez internet, zablokowała konto należące do Wikileaks. Na blogu PayPal można znaleźć oświadczenie, w którym przedstawiciele firmy tłumaczą swoją decyzję łamaniem regulaminu przez Wikileaks. Kolejny kurek z pieniędzmi zakręcił PostFinance. Konto w szwajcarskim banku należące do Juliana Assange, zostało zamknięte ze względów formalnych. Miał on złożyć fałszywą deklarację dotyczącą miejsca zamieszkania.
Obserwując coraz dłuższą listę e-problemów, z którymi boryka się Wikileaks Alexia Tsotsis zadaje ciekawe pytanie. Na łamach TechCrunch dziennikarka zastanawia się czy w ślady PayPal i EveryDNS pójdą administratorzy Twittera i zamkną konto @wikileaks. Obserwujący ten profil na bieżąco dowiadują się o kolejnych atakach, nowych publikacjach oraz czytają apele o wspieranie projektu datkami. Podobne treści można znaleźć na fan page'u witryny w portalu Facebook. Obecnie skupia on ponad 950 tys. fanów.
Czy jesteśmy świadkami pierwszej poważnej cyber-wojny? John Perry Barlow, współzałożyciel Electronic Frontier Foundation jest przekonany, że tak.

Źródła: Domain News, PayPal Blog, Elliot's Blog, Mashable, TechCrunch
Foto: Stian Eikeland via Flickr.com, CC license
Wtorek, 07 Grudnia 2010