Dotyk złych praktyk pozycjonerskich boli... nie zawsze przez całe życie, ale przez tydzień, miesiąc, pół roku... Czym są złe praktyki w dziedzinie SEO, a także dlaczego ich stosowanie może być dotkliwe?
Narodziny dobra i zła
Na początek trochę historii...
Odkąd internet stał się dla ludzi jednym z głównych źródeł informacji, a także od momentu, gdy firmy uświadomiły sobie, że internet jest źródłem ich potencjalnych klientów, każda firma zapragnęła mieć swoją stronę internetową. Szybko okazało się jednak, że samo posiadanie strony internetowej nie wystarczy, a pojawianie się firmy na ósmej, dziesiątej, czy piętnastej stronie wyników wyszukiwania raczej nie przysporzy firmie klientów. Stąd też zrodziło się SEO, a więc optymalizacja stron internetowych pod kątem wyszukiwarek i pozycjonowanie ich w SERPach.
Jednakże pozycjonowanie jest zajęciem czasochłonnym, a na wyniki trzeba czekać niekiedy kilka miesięcy, dlatego też pojawiło się całe stadko technik pozwalających na uzyskanie szybkich efektów.
Techniki te znane są pod nazwą Black SEO lub Black Hat SEO i pomijając fakt, że są uznawane za nieetyczne, są też bardzo nielubiane przez Google i stosowanie ich grozi zesłaniem na pozbawione życia piaski pustyni. Mowa o zjawisku sandbox, czyli filtrze, który powoduje, że nasza strona nie wyświetla się na daną frazę w wynikach wyszukiwania lub wyświetla się na odległych pozycjach. Można także zostać wystrzelonym z prędkością ponaddźwiękową w kosmos, czyli dostać „bana”, który powoduje, że strona staje się zupełnie niewidoczna dla wyszukiwarek, a z odległych galaktyk powrotu właściwie nie ma.
Zło zalęga się wewnątrz
Jak zapewnić sobie podróż w tak egzotyczne miejsca? Metod jest wiele, niektóre z nich należą już do historii, a jako że pomysłowość ludzka nie zna granic, wciąż pojawiają się nowe. Pierwsze metody odnosiły się do strony samej w sobie, bo i na początku wystarczyło odpowiednio zoptymalizować stronę, by była wartościowa dla Google, a co za tym idzie pojawiała się wysoko w wynikach wyszukiwania.
W znacznikach META zalęgło się więc setki słów kluczowych, niekiedy wielokrotnie powtarzanych. To samo dotyczyło znaczników ALT. Często stosowaną praktyką było także umieszczanie w sekcji META słów kluczowych zupełnie niezgodnych z treścią strony, w kodzie strony pojawiały się natomiast ukryte teksty zawierające słowa kluczowe. Frazy zaczęły być także upychane w treści strony, co niekiedy prowadziło do sytuacji, gdzie tekst stawał się niezrozumiały dla zwykłego użytkownika.
Inną techniką, która pojawia się do tej pory, było ukrywanie słów kluczowych na stronie. Na stronie znaleźć można na przykład setki słów kluczowych, ale kolor czcionki którymi są napisane jest identyczny lub niemal identyczny co tło – roboty widzą te słowa, natomiast człowiek dostaje normalną treść. W celu oszukania wyszukiwarek umieszcza się także tekst w innym kolorze niż tło, za to używając małej czcionki, na przykład wielkości jednego piksela – nikt (oprócz robotów) nie jest w stanie przeczytać tego tekstu, w najgorszym zaś przypadku na stronie pojawia się linia szerokości jednego piksela. Inną formą ukrycia dużej ilości tekstu jest stosowanie techniki marquee, a więc przewijania tekstu. Jeśli pole tekstowe będzie odpowiednio małe, przewijający się tekst będzie właściwie niewidoczny dla przeciętnego użytkownika. Można także umieszczać tekst w niewidocznych dla użytkownika elementach strony. O tym jak szkodliwe może być prowadzenie takich działań najlepiej świadczy legendarny już w dziedzinie SEO przykład BMW. Ich strona była nasycona niewidocznymi dla użytkowników słowami kluczowymi, co doprowadziło do założenia przez Google bana. Strata niepowetowana i wielki koszt stworzenia zupełnie nowej strony internetowej.
To, na co wujek Google także srogo grozi palcem, to duplicate content, czyli kopiowanie całości lub części treści innej strony, a także automatyczne podbieranie treści, na przykład poprzez kanały RRS. Jeśli nie chcemy by nasza strona stała za karę w kącie, teksty na niej powinny być unikatowe.
Zło przesącza się z zewnątrz
Strona jest tym wyżej w wynikach wyszukiwania, im więcej osób, czy też innych stron do niej linkuje – tym samym pokazując, że strona ta jest wartościowa. I w tej kwestii istnieją złe praktyki, których stosowanie bardzo szybko może nas wyrzucić na SERPową orbitę.
To co nie jest dobrze widziane to handel linkami, czyli płatne umieszczanie linków, zarówno na swojej stronie, jak i linku do naszej strony na innych portalach. To samo dotyczy płatnego umieszczania opisu strony z linkiem w katalogach stron www.
Istnieje także szereg działań, które mają na celu oszukania robotów. Należą do nich doorway pages, zwane inaczej jump pages, czyli strony kiepskiej jakości, które tworzone są specjalnie po to, by znaleźć się wysoko w wynikach wyszukiwania na konkretne słowo kluczowe. Działają one tak, że po wejściu na nie automatycznie przekierowują użytkownika, a także roboty do strony właściwej. Na nieco innej zasadzie działa sneaky redirect. Opiera się ono o zastosowanie na stronie JavaScript, do których roboty wyszukiwarek nie mają dostępu. To właśnie w skryptach czai się zło, czyli ukryte przekierowania do innej strony, do której nie dociera robot, a które jest dostępne dla człowieka. W sieci może także czyhać cloaking, który jak ekshibicjonista odsłania swoje prawdziwe oblicze tylko niektórym, a w tym wypadku robotom wyszukiwarek. Obliczem tym jest specjalnie spreparowana wersja strony, która wczytuje się, gdy program do cloakingu sprawdzi na podstawie adresu IP lub User-Agent, że na stronę wchodzi robot. Jeśli program uzna, że na stronę wchodzi robot, wczytuje wersję strony zoptymalizowaną dla człowieka.
Do złych praktyk należy także parasite hosting, który polega na tworzeniu w innych domenach mini stron, które mają służyć jedynie pozyskaniu linków do naszej strony. Wojenne działania, a więc google bomb także uznawane są za nieetyczne. Nic dziwnego, skoro jest to bombardowanie wyszukiwarek linkami na frazy kluczowe, które są w ogóle nie związane z treścią strony. Aczkolwiek zdarzyło się w tym zakresie kilka humorystycznych akcentów, jakich jak siedziba szatana, czy kretyn (tych, którym nic to nie mówi odsyłam do kreatywnego wyszukania informacji na ten temat). Innymi rodzajami spamu są link spam blog spam, comment spam, a więc spamowanie adresem swojej strony formularzy umieszczonych na stronach, takich jak internetowe księgi gości, komentarze, blogi. Na ukaranie narażone są także tak zwane farmy linków. Są to są ubogie w treść, zaś bogate w linki strony, których jedynym celem jest wskazanie robotom wyszukiwarek drogi do kolejnych stron.
Obrona przed złem
Część z tych praktyk jest łatwa do zidentyfikowania i nie budzi wątpliwości ich nieetyczny przekaz. Jak jednak odróżnić link w katalogu zamieszczony płatnie od takiego zamieszczonego za darmo. Jak rozpoznać, czy link umieszczony na stronie znajduje się tam, ponieważ jej właściciel uznał, że strona ta jest wartościowa, czy też ktoś zapłacił mu za to, by ten link tam się znalazł. Tak więc pamiętajcie, w sieci czai się zło, i jeśli nie chcecie ponieść kary trzymajcie się z daleka od wszelkich złych i nieetycznych praktyk pozycjonerskich.
Autorką artykułu jest Anna Duda, Asystent SEM w Adseo.pl
Czwartek, 24 Czerwca 2010